Ostatnie 40 dni przypominało krótki powrót do wczesnych lat 70. Napięcia geopolityczne między Iranem, Izraelem i USA przerodziły się w pełnoskalowy konflikt, który doprowadził do zamknięcia strategicznej Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa ponad 20% światowej ropy. Wraz z wyczerpywaniem się rezerw strategicznych wielu sojuszników USA w Europie i Azji doświadczyło gwałtownych wzrostów cen paliw. Brent osiągnęła dzienne maksimum 112,47 USD 20 marca, a w ciągu dnia ceny chwilami niemal sięgały 120 USD. 8 kwietnia, po licznych zwrotach akcji w rozmowach między IRGC a Waszyngtonem, ogłoszono wreszcie dwutygodniowe zawieszenie broni. Ceny ropy natychmiast spadły o 10–16%, a Brent jest obecnie notowana w przedziale 90–96 USD za baryłkę. Wygląda na to, że udało się uniknąć natychmiastowego scenariusza najgorszego przypadku, ale rynki nadal nie są pewne długoterminowej stabilności.
Choć inwestorzy mniej obawiają się całkowitego zamknięcia Cieśniny Ormuz oraz całkowitego zniszczenia regionalnej infrastruktury naftowo-gazowej, wciąż utrzymuje się wiele długoterminowych ryzyk, które przez pewien czas będą wpływać na ceny. Należą do nich m.in. skutki dotychczasowych ataków na infrastrukturę, które zmniejszyły moce, wyczerpanie zapasów i rezerw, które teraz trzeba uzupełnić, spadek globalnego popytu w wyniku konfliktu oraz – oczywiście – skłonność OPEC+ do dostosowywania wydobycia w celu wpływania na ceny, zarówno w krótkim, jak i dłuższym horyzoncie. W tym artykule przyjrzymy się tym czynnikom i nie tylko, próbując nakreślić, jak mogą kształtować się ceny ropy latem i w kolejnych miesiącach.
Spalanie świecy z obu końców
Po zawieszeniu broni z 8 kwietnia ceny ropy cofnęły się z kryzysowych szczytów, ale sytuacja po stronie podaży pozostaje bardziej napięta, niż sugerują nagłówki. Choć w szczytowym momencie konfliktu benchmarkowa ropa Brent na krótko przebiła 110 USD za baryłkę, część tej premii za ryzyko już wyparowała. Nie cała utracona podaż wróci jednak tak szybko, jak zniknęła. Ataki na kluczowe terminale eksportowe, centra rafineryjne i powiązaną infrastrukturę w całym regionie ograniczyły realne moce, a w niektórych przypadkach naprawy mają potrwać miesiące, a nie tygodnie. W efekcie rynek nie wycenia już zakłóceń w scenariuszu najgorszego przypadku, ale nadal mierzy się ze strukturalnie ograniczoną bazą podaży. To oznacza, że ceny ropy mogą utrzymywać się powyżej poziomów sprzed wojny, ponieważ moce będą stopniowo przywracane, a inni producenci będą dążyć do maksymalizacji zysków.
Jednocześnie zapasy po cichu topniały – zarówno lokalnie, jak i w krajach konsumenckich w Europie i Azji. Sięgnięto po rezerwy strategiczne, a komercyjne zapasy zostały uszczuplone, aby złagodzić szok po zamknięciu cieśniny. Zapasy w krajach OECD zbliżają się obecnie do krytycznie niskich poziomów (~842 mln baryłek) po tym, jak IEA uwolniła 400 mln baryłek, a Japonia wycofała ze swoich rezerw strategicznych ilość odpowiadającą 50 dniom zużycia. Ponieważ rozpoczyna się teraz proces odbudowy zapasów, w praktyce stworzy to drugą warstwę popytu, która powinna krótkoterminowo wspierać ceny. Dla inwestorów połączenie utrzymujących się zaburzeń podaży i konieczności uzupełniania zapasów sugeruje, że ceny ropy mogą znaleźć wsparcie na poziomach wyraźnie powyżej przedkryzysowego przedziału – nawet bez dalszej eskalacji geopolitycznej. Jest to szczególnie prawdopodobne w krótkim terminie, biorąc pod uwagę zatory w łańcuchach dostaw, jakie musiało spowodować zamknięcie największego na świecie pojedynczego szlaku tranzytu ropy.
Podaż i popyt
Na tle bardziej napiętej podaży działają jednak siły, które mogą ograniczać dalsze wzrosty i sprawić, że rynek pozostanie zmienny. Choć uzgodniono zawieszenie broni, ma ono jedynie charakter tymczasowy, a na horyzoncie wciąż nie widać trwałego pokoju. Ta niepewność – w połączeniu z dotychczasowymi kosztami działań zbrojnych – mocno obciąża globalną aktywność gospodarczą: wyższe koszty energii oraz ryzyko dalszej eskalacji hamują produkcję przemysłową i konsumpcję, zwłaszcza na bardziej wrażliwych cenowo rynkach wschodzących. Już widać pierwsze oznaki słabnięcia popytu, co wzmacnia tezę, że ten wywołany wojną skok cen może mieć samonapędzające ograniczenia – o ile podaż ponownie się nie pogorszy.
To właśnie tutaj decydujący może okazać się wpływ OPEC+. Kartel nadal dysponuje znaczącymi wolnymi mocami, które przed wybuchem konfliktu stopniowo uwalniał na rynek. W ramach procesu zapoczątkowanego jeszcze pod koniec pandemii OPEC+ już wcześniej zatwierdził podniesienie limitów wydobycia o ok. 206 000 baryłek dziennie, począwszy od maja 2026 r. Doniesienia wskazują, że na nadchodzących posiedzeniach grupa producentów rozważa dodatkowe zwiększenie wydobycia, aby szybciej opanować ceny. Jednak wszelkie znaczące zwiększenie produkcji będzie z pewnością uzależnione od bezpiecznego funkcjonowania Cieśniny Ormuz. W średnim terminie OPEC+ może jednak zdecydować się na ograniczenie podaży, aby maksymalizować przychody, ale stałoby to w sprzeczności z długoterminową strategią grupy polegającą na utrzymywaniu cen poniżej poziomu, przy którym opłacalna staje się ropa łupkowa (60–70 USD za baryłkę). W tych dynamicznych okolicznościach wiele będzie zależeć od tego, czy uda się wypracować trwałe rozwiązanie konfliktu.
Handluj kontraktami CFD na ropę i inne aktywa z Libertex
Libertex to doświadczony broker, który łączy europejskich traderów i inwestorów z globalnymi rynkami finansowymi. Oprócz popularnych instrumentów, takich jak akcje, Libertex oferuje również kontrakty CFD na szeroką gamę surowców energetycznych, w tym instrumenty pochodne ropy naftowej, takie jak WTI Crude, Light Sweet i Brent. Aby uzyskać więcej informacji lub założyć konto już dziś, odwiedź stronę www.libertex.com/signup.